Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Renata

Kawa

Kawy dostajemy w wysokich szklankach. Latte. Doskonałe, ale ja przekornie mówię, że w Affogato mają lepsze. Renata pokazuje mi jakąś antyczną metalową kasę na ladzie. Chciałaby taką mieć u siebie. Mam sfotografować dla niej, żeliwne suszarki do kubków. Kolejny prawdopodobny eksponat do kolekcji. Robię zdjęcia tym suszarkom, a Renata skinieniem głowy wskazuje, które podobają jej się szczególnie. Płaci za nasze kawy. Ja zupełnie bez grosza. Nieswojo. Ale nie przy niej. Kelnerka przygląda mi się ciekawie,  Renata tłumaczy, że jestem fotografem. Jakby to miało uspokoić obsługę kawiarni. I uspokaja. A fotografem nie jestem. Dla niej jednak tak. I muszę się z tym zgodzić. Mam już przydzielone zadanie na lato. Będę malował motyw lawendy na torebkach i torbach na zakupy - motyw jest na woreczku zawieszonym na ścianie. Torby mają być z materiału, ekologiczne. Później inne wzory. Zobaczy się. Pytam, kto to będzie kupował ? O widzisz, takie babki jak ta. Rozglądam się dokoła. Teraz ...

Portret ze Światłem. Wspomnienie o Renacie Glubowskiej

Renata  29.06.2011 Wyobrażałem sobie ten lipiec. Pielęgnowałem w głowie myśl o nim. Jaki będzie ? Okrągły rok oczekiwania. Niecierpliwie przyglądałem się z  balkonu wielkopłytowego bloku - drzewom, trawie, kwiatom a  niekiedy ptakom.Wszystko wokół, nagle ożyło i głośno domagało się swoich praw. Psy w trawie i na chodnikach, koty ukryte pod samochodami, ptaki w powietrzu, kolory i zapachy lipca. Na ścieżce prowadzącej do parku, znów pojawiły się rowery i pojawili się też ludzie. Właśnie w tej kolejności. Ta kolejność była dla Renaty, jakoś ogromnie ważna. - A co zobaczyłeś najpierw ? Rower czy mnie ? Obserwuję te rowery jakbym chciał zobaczyć ten jeden. Ten pomalowany Jej ręką, stary miejski holender. Naturalnie wiem, jak daremne są to usiłowania. Zobaczyć ten rower i poznać osobę tak cudownie opierającą się rzeczywistości, hałaśliwemu tu i teraz, osobę wręcz eteryczną - to prawdziwy dar. Na całe życie. Paradoksalnie wiedziałem o tym od pierwszych chwil, kiedy po...

O Jej pracach, dzisiaj.

Zatrzymałem się pośrodku brukowanej uliczki, przy której mieszkali kiedyś zgierscy tkacze. Był już wieczór, do tego zimny, grudniowy. Poświata gazowych latarni, fasady drewnianych domów z czasów minionych, kocie łby ulicy i grupka lokalnych żulików, czających się gdzieś  z boku. I już mnie masz, moja ty atmosfero małego miasteczka. Zapominam o bezpieczeństwie, jak zawsze w takich chwilach. Wyciągam aparat, zatrzymuję czas, ulotne wrażenie. Ania przywołuje mnie do porządku i prawie ściąga na chodnik. - Przecież jest za ciemno, może nic z tych zdjęć nie wyjdzie. Zrobisz je w lato. Wyjdzie coś z tego ? Mijamy malutką galerię wciśniętą w dwa pokoiki drewnianego domu. Pytam o pozwolenie na fotografowanie. Pani z galerii, lustruje mnie uważnie. Dostrzegam na jej twarzy trochę podejrzliwości, zwątpienia i wreszcie obojętności - Nie ma szefostwa, nie ma zgody. Dochodzimy do kwiaciarni. Małej i myślę że bardzo starej. Nie widuję już takich w swoim mieście . Proszę o kwiaty...

Renata. Moje Epitafium dla Anioła Niecodziennego.

Ten Dzień, mam w sobie od początku lata. Ten Dzień trwa, przez cały czas, choć dzisiaj ma być on Świętem. Nie myślałem nawet, że kiedykolwiek będę malował Twój portret epitafijny. Oglądałem je dotąd w muzeach. Patrzyłem w oczy odległej historii... A teraz, przyglądam się Twojemu portretowi... Namalowałem go dla Ciebie. Bardzo chciałaś abym dla Ciebie właśnie malował. Podarowałem Ci miniaturę z wiatrakami. Zdążyłem, cieszyłaś się z tego. Wiem, że i z tego portretu się cieszysz. Cieszy Cię, Nasza Pamięć o Tobie. Namalowałem dla Ciebie akwarelę, bo tego sobie życzyłaś. Pamiętasz ?... W miniaturze, zawarłem kilka niezmiennych od starożytności symboli, czytelnych dla wszystkich .   Jestem pod wielkim wpływem malarstwa prerafaelitów. Ich kunszt malowania ciała, zwłaszcza dłoni, roślin, kwiatów, wielość znaczeń i gotycka symbolika... Ale także straszny osobisty dramat, głównego założyciela bractwa Dante Rosettiego. Wszystko to sprawia , że sztuka ta jest mi mentalnie dzisiaj na...

Lalka

Dwa miesiące temu, przechodziliśmy obok sklepu z antykami przy Gdańskiej. Był 5 lipca. W wejściu sklepu, stała pani Kasia, machając Renacie ręką na powitanie... Byłem tam dzisiaj. Miejsce jest absolutnie fantastyczne, z unoszącą się pomiędzy zabytkowymi meblami, mistyczną aurą. Jeszcze o nim, kiedyś opowiem... Na pięknym starym kredensie, pomiędzy porcelaną a kryształowymi talerzykami, przycupnęła cicho Lalka.  Czeka na odbiór już tak długo. Minęły dwa miesiące. Choć może dla niej to zaledwie mrugnięcie okiem... Nie jestem znawcą lalek, nigdy nie byłem, ale ta jest wyjątkowa. Podobała się Renacie... Będę tu wracał, obiecuję.

Wiersz dla Renaty

Dzisiaj po raz ostatni pożegnaliśmy Renatę. Mąż z Amelką, najbliższa Rodzina, Przyjaciele, Znajomi... Po dłuższym namyśle, ośmieliłem się umieścić w blogu, mój pożegnalny wiersz dla Niej. Nawet jeśli okaże się, że nie jest to dobry wiersz, a tylko ulepione w smutku proste słowa... Renato. Byłaś mi wielkim światłem, za którym podążałem ślepy. Ufając Tobie, że zmierzamy ku słońcu. Byłaś mi szczęściem, co nie zna granic. Przyjaźnią, której końca nie ma. Dotykiem ciepła, które tulę w sobie. Śpiewem flamenco, pod błękitnym niebem. Kielichem wina , odkrywanym powoli. Zapachem łąk wdychanym wieczorem. Muzą, natchnieniem nad białą kartą. Drgającą barwą w obrazie Van Gogha. Szeptem, który serce pieści. Wolnością, która nie boi się śmierci. Dzisiaj czuję chłód. Twoje światło zgasło. Teraz, gdy zmrok zapadł tak nagle. Rozpraszam noc, moim własnym światłem. Ujmuję Twą dłoń i ostrożnie prowadzę. Ku słońcu... Bardzo proszę osoby odwiedzające małe formaty, o ...

Pamięci Renaty

Nie potrafię opisać bólu, cierpienia , ogromnego rozdzierającego żalu jakie zagościły w sercach wszystkich Jej bliskich, Męża, córeczki Amelki, Rodziny... A także mnie samego, przynoszącego dziś tę straszną wiadomość. Renata zginęła nagle, w wypadku drogowym 8 lipca 2011. Była kobietą o niezwykłej dobroci i sercu. Jej otwartość i szczerość w kontaktach z ludźmi były niezwykłe i niezwyczajne. A może po prostu, nie dzisiejsze. Była też osobą pełną światła, bardzo promienną, pogodną i zawsze uśmiechniętą, zawsze rozmarzoną... Miała też w sobie wiele piękna, tolerancji, artyzmu. Kochała sztukę. Kochała technikę decoupage, sama zdobiła przedmioty tą techniką. Kochała też , holenderskie rowery, które sama malowała w artystyczne motywy. Na jej prośbę, namalowałem Wiatraki Kinderdjik, miały ozdabiać jej biuro... Boże, tak się cieszyła ! W biurze zawisły obrazki z kotami, wiedziała że je kocham. " Żebyś się dobrze czuł, jak przyjdziesz..."Chciała mi je pokazać... Chciałem  napis...

Wiatraki Kinderdjik

Niektórzy z moich znajomych, mówią - mam depresję, wyjeżdżam na urlop. Szczęściarze... Autor małych formatów, niestety nie może tego zrobić. Urlopu nie będzie. Autor małych formatów, podobnie jak wiele osób, od lat z nim pracujących, został wylany z pracy. Z dnia, na dzień... Co zrobić ? Zaprzestać działalności w blogu ? Na pewno nie, ale nie spodziewajcie się, zbyt częstych wpisów z mojej strony. Może dzięki temu, te które będą, staną się bardziej wartościowe od wcześniejszych ? W takich chwilach, cieszę się, że są osoby na których mentalne wsparcie, mogę liczyć. Wiem, że nie mogę poddać się złemu nastrojowi. Dlatego postanowiłem dzisiaj, usiąść do malowania, a muszę się przyznać, że nie malowałem niczego , już od dawna. Maluję  dla siebie samego, dla uspokojenia duszy. Maluję też dla kogoś, kto bardzo lubi Holandię z jej rowerami i wiatrakami. Mam nadzieję, że ta naiwna twórczość zostanie mi wybaczona. Ale najważniejsze, jest chyba to, że właśnie maluję. Witaj Holandio i żeg...

Łagiewnicka 7. Sklep mebli używanych czy Antykwariat ?

To miejsce na Bałutach, interesowało mnie od dawna. Było w nim coś intrygującego, tajemniczego. Zresztą, tak chyba być powinno. To w tym lokalu, w okresie przedwojennym, mieściła się piekarnia macy. Myślałem o nim tygodniami. Wiedziałem już, że chcę To sfotografować. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mi na tym zależy. Nie wiedziałem tylko, czy to się w ogóle uda. Nie wiem, na ile brzmiały przekonująco, moje wątłe argumenty dotyczące zainteresowania starymi Bałutami. W każdym razie, po dłuższej chwili namysłu, pani Jolanta, właścicielka sklepu, wyraziła zgodę na zdjęcia. Słowo - sklep, jakoś mi tutaj nie pasowało. Zbyt wiele dostrzegłem cennych, starych przedmiotów, aby nie nazwać sklepu Antykwariatem. Wyczuwałem też, już od wejścia, intymną, eteryczną  aurę, zaskakujące poczucie bezpieczeństwa i ciepła z jakimi nie zetknąłem się od bardzo dawna. Domyśliłem się dlaczego... W ilu sklepach ze "starzyzną"czy antykwariatach, można zobaczyć firanki w wystawowych oknach, mn...