Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Miejsca

Warta w kwadracie

 Wybrałem się w okolice Księżych Młynów z wiernym Pentaconem Sixem, wiedziony ciekowością tego miejsca. Miałem też oczywiście w pamięci opowieść o nadwarciańskich krajobrazach, pogrążonych w mgłach listopada. I sprawdziłem. Szalenie nastrojowe miejsce. Na pewno godne odwiedzenia jeszcze nie raz.  Naświetlenie negatywu odbyło się wg. wskazań światłomierza ręcznego. Jak wielką przyjemność sprawiła mi pełna kontrola, nad zdjęciem w tym miejscu ? Precz z cyfrą ! Paszoł von wyświetlacze LCD itd. Warto czasem spojrzeć na świat przez zwyczajną szklaną matówkę. Nie potrzebuje zasilania- przepraszam, potrzebuje światła.

Superorganizm. Awangarda w ms 2

  Do awangardy jest mi niebezpiecznie blisko. coraz bliżej. Poczułem zmęczenie realizmem, łatwością odczytywania dzieła. Zdarza się, że podejmuję nieśmiałe próby na kartonach, przejścia do form nieoczywistych. Konfrontacja  z namacalnymi  pracami wybitnych przedstawicieli przedwojennej awangardy stała się dla mnie koniecznością.  Właśnie dlatego wybrałem się do ms2 na wystawę "Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody". Biję się w pierś- magnesem były też nazwiska, przede wszystkim Strzemiński, Kobro ale też i Karol Hiller. Hiller, o którym dzisiaj jest naprawdę za cicho, jak gdyby nie był odkrywcą heliografiki, odwiecznym eksperymentatorem, piewcą nowej sztuki- konstruktywizmu w przemysłowej Łodzi. Zgodnie z faszystowską doktryną zajmował się Hiller sztuką "wynaturzoną" i czy dlatego zginął z rąk oprawców z Gestapo w podłódzkim lesie ?... Twórczość Hillera również dzisiaj odbieram jako absolutny geniusz kompozycyjny. Organiczno- geometryczne...

Kraków modernistyczny. Cricoteka i MOCAK

Obraz Krakowa przechowuję od zawsze jako pewien rodzaj metafizycznego doświadczenia. Im częściej jednak Kraków się odwiedza, tym więcej dostrzega się tam muzealnej patyny. Nie sposób pozbyć się wrażenia erozji i zmurszałości wszystkiego dokoła. I gdyby tylko o patynę chodziło. Drażni mnie jakieś przelukrowanie historycznej części tego pięknego przecież miasta. Rynek i okolice, zdają się nie do zniesienia, od widoku całej parady, mniej lub bardziej cudacznych mimów, ich gatunkowej niespójności, pstrokacizny. Trudno jest się też pozbyć natrętnych, hałaśliwych typów nagabujących turystów na rozmaite atrakcje, w tym nocne. Przyjeżdżam tutaj od lat, i prawie wyłącznie te peregrynacje dotyczyły miejsc doświadczonych historią. Trzeba było jednak zerwać ten zatęchły całun  i zobaczyć odmłodzoną twarz tego miasta. Okazją do tego wydało mi się otwarcie, we wrześniu ubiegłego roku nowej Cricoteki przy ul. Nadwiślańskiej 2, a stamtąd już przecież tylko kilka kroków do MOCAKU...

Wieczór Luizy

Jakie są te wrześniowe wieczory? Jakie są, kiedy już jesteśmy tutaj w Domku na Górce w pociesznej odległości ośmiu kilometrów od Częstochowy ? Olsztyn. Spacerujemy ostrożnie po alejkach, uważając na znaki obecności kun. Widzę rozgryzione jajko, a krok dalej kupkę. Szmery w zaroślach niosą ekscytujące poczucie obecności tych zwierząt. A może to jednak koty ? Kociska...   Domek, widzi pan, ten domek ma swoją historię. Przystaję bo wiem, że to nie będzie zwyczajna historia. Pan Tadeusz opowiada. AK tutaj siedziało. Ponury. A było ich dwóch. Jeden w Świętokrzyskich a ten drugi tutaj. Esesmani przychodzili do tego domku na kawę. Ciotka żony, przedwojenna inteligencja, języki włoski, niemiecki znała, mówiła płynnie, perfekt. W domu książki, polskie, niemieckie wydania. Niemcy pożyczali, a jak się dowiedzieli, że ciotka gra na pianinie to przyłazili posłuchać wieczorami. Jak było głośno, to chłopaki z AK nadawali przez radiostację pod podłogą kuchni. I ja gapię się na tą ...

Werter nad Wartą.

Warta Okolice Strońska. Starorzecza Warty i Widawki. Widoki, pejzaże wcześniej nieodkryte. Umykały. Jakoś zawsze w ciszy, czekały na poboczu popularnych szlaków. Tliły się nieśpiesznie w myślach, że może jednak warto byłoby zobaczyć. Powdychać trochę tego wilgotnego nadwarciańskiego powietrza. Zachłysnąć się leniwym jesiennym wieczorem. No i stało się. Przemierzałem łąki, pola zalewowe, pastwiska, oczka torfowisk, wały przeciwpowodziowe. Zaglądałem do porośniętych mchem bunkrów, wsłuchując się w chwałę bohaterów września . Szedłem z Werterem w duszy i głowie. Wędrowałem dzikimi ścieżkami jako Werter. Starorzecza   Wejście na wał przeciwpowodziowy. Ciągnie się kilometrami. Musiałem zawrócić...   Widok z wału na wieżę romańskiego kościoła w  Strońsku   Pastwiska na terenach zalewowych Warty   Znów Warta. Leniwa...   Tą drogą można dotrzeć do...   ...doskonale zamaskowanych polskich bunkrów z września...

Barwy Jesieni

Gdzie zobaczyć Ją można najpełniej, jeśli nie w ogrodzie ? Pojechałem. Dzień pochmurny. Edgar w barwnej koszuli przywitał mnie na werandzie. Przyjechał też Mały. Stwierdził, że będzie padać. Prawie nie wspominamy, rozmowa oficjalna. Rozglądam się po tych barwach wokół. Winobluszcz nabrał jakiejś winiarskiej dojrzałości. Na tym tle słonecznik - mocna żółć. Chyba ostatni w tym roku. Krzewy winorośli. Jeszcze tydzień i satynowe grona wylądują w balonie. Ale bez cukru chyba się nie obejdzie. Potem obserwujemy kota. Biały, dobrze wypasiony, przychodzi od dawna. Pojawiły się nornice. Deszcz, idziemy pod parasolem jak bracia. Mały idzie przed nami bez parasola. A co tam taki deszczyk zrobi ? A. zapytała mnie kiedyś, dlaczego taki fajny facet nie ma samochodu. Nie jestem fajny. Chyba nie chcę być. Wsiadam w 69-kę i jadę domu. Pada.

Olsztyn k. Częstochowy. Polska na bocznych drogach

Kolejna podróż sentymentalna. Można by rzec werterowska. Pośród romantycznych wapiennych ruin zamków z okresu króla Kazimierza. Zapach traw, huk wiatru w skroniach, biała dama najzupełniej realna. Ja z fragmentami Woltera w głowie z analiz prof. Nasalskiej. Nadal w pamięci. Wędruję, niestety nie w epoce Wertera, nie w jego stroju.  Zapomniane już teraz, dzisiaj - Sturm und Drang. Napór i Burza. Po drodze napotykam tutejsze zjawy, upiory, polskie strachulce - zamkowych pomurników, jarmarcznych gębaczy, strzygonie, utopców, wąpierzy, leśne jędze czy przyczajonych przy szlakach, tuż po zachodzie słońca wilkołków i nocnice... Cudowne fantasmagorie tej krainy ostanców. Nie byliście ? Żałujcie.