Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Relacje z wystaw

Superorganizm. Awangarda w ms 2

  Do awangardy jest mi niebezpiecznie blisko. coraz bliżej. Poczułem zmęczenie realizmem, łatwością odczytywania dzieła. Zdarza się, że podejmuję nieśmiałe próby na kartonach, przejścia do form nieoczywistych. Konfrontacja  z namacalnymi  pracami wybitnych przedstawicieli przedwojennej awangardy stała się dla mnie koniecznością.  Właśnie dlatego wybrałem się do ms2 na wystawę "Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody". Biję się w pierś- magnesem były też nazwiska, przede wszystkim Strzemiński, Kobro ale też i Karol Hiller. Hiller, o którym dzisiaj jest naprawdę za cicho, jak gdyby nie był odkrywcą heliografiki, odwiecznym eksperymentatorem, piewcą nowej sztuki- konstruktywizmu w przemysłowej Łodzi. Zgodnie z faszystowską doktryną zajmował się Hiller sztuką "wynaturzoną" i czy dlatego zginął z rąk oprawców z Gestapo w podłódzkim lesie ?... Twórczość Hillera również dzisiaj odbieram jako absolutny geniusz kompozycyjny. Organiczno- geometryczne...

Bardzo subiektywnie, o Fotofestiwalu 2016 w Łodzi.

Czarno - białe zdjęcia Davida Fahti, tegorocznego laureata Grand Prix Fotofestiwalu wywołały we mnie niespodziewaną nostalgię do czasu przeszłego, epoki wiary w potęgę nauki. A przy tym w potęgę sztuki jaką nadal jest fotografia w ogóle. Zdjęcia dotyczące eksperymentów z dziedziny fizyki kwantowej przyciągają swoją dokumentalną surowością , ale i staranną dobrze wykonaną pracą kompozycyjną. Proste kadry, obiekty i laboratoria CERNU, skupienie badaczy, prostopadłościenne bryły budynków i betonowych konstrukcji nierozpoznawalnego przeznaczenia. Widać było w tych obrazach fascynację Fahtiego naukami ścisłymi i staranne, wręcz akademickie przywiązanie do zasad kompozycji. Wydaje mi się, że fotograf nie musiał nawet przywoływać w tytule prac nazwiska wybitnego fizyka Wolfganga Ernsta Pauliego, aby nadać jakąś rangę temu cyklowi prac. Kadry i narracja obrazów, bronią się same. Zgrabne uwikłanie fikcji w rzeczywiste fotorelacje z 30 letnich doświadczeń fizyków ze szwajcarskiego CERN-u, uda...

Kraków modernistyczny. Cricoteka i MOCAK

Obraz Krakowa przechowuję od zawsze jako pewien rodzaj metafizycznego doświadczenia. Im częściej jednak Kraków się odwiedza, tym więcej dostrzega się tam muzealnej patyny. Nie sposób pozbyć się wrażenia erozji i zmurszałości wszystkiego dokoła. I gdyby tylko o patynę chodziło. Drażni mnie jakieś przelukrowanie historycznej części tego pięknego przecież miasta. Rynek i okolice, zdają się nie do zniesienia, od widoku całej parady, mniej lub bardziej cudacznych mimów, ich gatunkowej niespójności, pstrokacizny. Trudno jest się też pozbyć natrętnych, hałaśliwych typów nagabujących turystów na rozmaite atrakcje, w tym nocne. Przyjeżdżam tutaj od lat, i prawie wyłącznie te peregrynacje dotyczyły miejsc doświadczonych historią. Trzeba było jednak zerwać ten zatęchły całun  i zobaczyć odmłodzoną twarz tego miasta. Okazją do tego wydało mi się otwarcie, we wrześniu ubiegłego roku nowej Cricoteki przy ul. Nadwiślańskiej 2, a stamtąd już przecież tylko kilka kroków do MOCAKU...

Małe Formy Grafiki w Łodzi

Wybrałem się. Właściwie wybraliśmy się z A. Galeria Willa i tuż pod nią Galeria Chimera w pięknym, zupełnie niedawno odrestaurowanym, secesyjnym klejnocie architektury zaprojektowanym przez Gustawa Landaua Gutentegera. Dziesiątki grafik nadesłano z 62 krajów, na piętnastą edycję Triennale Grafiki w Łodzi. Na wystawę dotarłem dzień po wernisażu. Miejsce niezwykłe na tle szeregu obskurnych kamienic dokoła. W salach kilkoro ludzi poza nami. Miasto chyba nie potrafi się pochwalić tym co ma cennego, zachęcić kogoś do przyjścia tutaj. A przecież to wystawa i prace wyjątkowe. Grafiki w w swoim najszlachetniejszym wydaniu. Akwaforty, akwatinty, staloryty, sucha igła ShigekiegoTomury. Jego Drzewa. M. zobaczył znak na folderze autorskich prac Tomury i od razu wiedział, że chodzi o drzewo. Narysowałem znak kredką na kartonie i  oddałem się jakiejś dalekowschodniej transcendencji. Wcześniej,  podczas oglądania tych prac wykonywanych techniką suchej igły, czułem się podobnie. Chociaż o fi...

Tkanina Agnieszki

Wiedziałem już od jakiegoś czasu , że Agnieszka maluje, fotografuje, czasem pisze wiersze. Te norweskie tkaniny, chyba troszeczkę ukrywała do tej pory. Byłem na wernisażu w piątek w Cafe Wolność i zobaczyłem tam te materiały, naznaczone symbolami. Niekiedy to figuralia, a zdaje się, że jakieś kształty, ledwie zarysy runów bywają widoczne tutaj. Długie wstęgi płótna przypominające proporce wikińskich kog, dobijających do brzegów, może Brytanii . Czy są to Normanowie w jakimś czasie minionym, znaki Asgardu niosący przed sobą ? Agnieszka ucierała, mieszała ze sobą różnorodne pigmenty według tradycyjnych receptur norweskich. Pigmenty i spoiwa drukarskie. Coś z tej norweskości pozostało w tych barwach. Tak wiele tutaj ugrów, umbr i żółcieni. Musiałem sobie dużą część z tych kolorów wyobrażać w tym miejscu. Rozmyślać o ich świetlistości, emanacji energią. Był wieczór, barwy zgaszone, oddalone, wolałbym zobaczyć Tkaniny w Kredensie. Ale nie było to chyba możliwe. Agnieszka posiada...