Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą projekt Bałuty

Na Bałutach, lipiec.

I znów tutaj jestem. Zapachy trochę inne , intensywniejsze niż przed rokiem. Ulica cicha, bez aut, tramwajów i przez to mniej kolorów. Nie widzę rowerów. I tego roweru. Bałuty jak zawsze poza czasem, chociaż wolę - wyjęte z czasu. Atmosfera, upał, te stroje i czasem bez strojów. Moja Hawana.

Pamiętam , że było gorąco. Przechodziłem Wawelską...

Te fotografie powstały dwa lata temu. Ale powinny znaleźć się w Projekcie Bałuty , dużo wcześniej. To tutaj, mijały dziecięce chwile u dziadków. Na podwórku, blisko komórek, zieleniły się mini ogródki. Latem  "pływałem" w cynkowej balii, wypełnionej lodowatą wodą z hydrantu. Opiekunem basenu był dziadek Zygmunt.  Po południu, babcia Jadzia wołała na placki, a dziadek wyciągał z lodówki błyszczącą aluminium, maszynkę do lodów. Wieczorem rozkładaliśmy łóżko turystyczne, na którym spałem. A następnego dnia, w niedzielę jechaliśmy 16 do Arturówka nad stawy... Kiedy to było ? Tak dawno temu ? Tak. Wiele lat później, chłonęliśmy atmosferę Bałut, wspólnie z Di Em. Spacerowałem uliczkami Bałut, napawając się ich magicznym klimatem, prowadząc rower Renaty... Dzisiaj odwiedzam te wszystkie uliczki już sam. Inny ja, z innym aparatem. Czy to ja, ten lepszy ? Lepszy też aparat trzymam w ręku ? Zdjęcia które umieściłem dzisiaj, wykonywane były starą Prakticą, na film (analo...

Znów wieczór ! Plac Kościelny.

"... znów wieczór ! Ostatnio wydaje mi się, że są tylko wieczory. Dni tak szybko umykają, że jakby ich wcale nie było..." Przemarzłem w ten wieczór, chyba na wylot, ale bardziej niż chłód, odczuwałem obecność tych słów, gdzieś wewnątrz siebie. Stały się moim mottem, na najbliższe coraz to krótsze dni. A może, tylko wieczory ?... Za każdym razem, kiedy jestem tutaj, na starych Bałutach, mam poczucie wchodzenia w świat zupełnie iluzoryczny, nie Ten i  nie z dzisiaj. Niewiele tak naprawdę widziałem w wizjerze aparatu. Po przyłożeniu do niego oka, natychmiast pokrywał się mgiełką pary. Nóżki statywu, podstępnie kłuły w dłonie, ale miałem nadzieję, że coś jednak z atmosfery tamtego wieczoru zostanie w fotografiach. Cieszyłem się, że byłem dla Was, wtedy niewidzialny. Nawet stojąc pośrodku ulicy. Ani jedna ręka nie sięgnęła w kierunku klaksonu. Czy rzeczywiście mnie nie widzieliście ? A może po prostu, jesteście dla mnie pobłażliwi, tolerancyjni -  niech sobie wari...

Oblicza Tej jesieni. Krańcówka

Bałuty, ulica Północna. Nieczynna już od lat krańcówka tramwajowa. Miałem pomysł na fotografię kreacyjną w tym miejscu. Pora roku, wydała mi się idealna. Te zamglenia, monochromatyczne barwy, nie dosłowność i prawie niebyt obiektu. Kreacji nie było, bo jest jesień, deszczowo i zimno. Pozostały mi zdjęcia planu, takie proste, zwyczajne, ale chyba z atmosferą. Jest w tych zdjęciach, trochę analogowej plastyki obrazu. Może część z Was, określi je , jako mdłe, pozbawione kontrastu. Ale ja wciąż poszukuję w fotografii, pierwiastka malarstwa, miękkości konturów i eteryczności naświetlanego obrazu.

Barwy Bałut, wieczorem.

Dawne miejsca magiczne Mieszkańcy "Hawany" oglądają przejazd Masy Masa Krytyczna pozdrawia ! Spróbowałem zrobić kilka impresyjnych zdjęć w okolicach Rynku Bałuckiego i ul. Limanowskiego. Największym wyzwaniem okazało się sfotografowanie Betonowego Koszmaru Architekta, jaki od kilku lat straszy, swoją potworną bryłą na Bałuckim Rynku. Gigantyczna hala, mająca zastąpić dawne bałuckie targowisko, bezlitośnie wgryza się w tkankę dzielnicy, niszcząc jej historię i klimat. Poszukiwałem interesujących barw, wyłaniających się o tej porze dnia. W jednej chwili na ul. Limanowskiego, poczułem się, niczym turysta odwiedzający zaułki starej Hawany. Kolory ścian, długie kontrastowe cienie, złote światło i ludzie z tą swoją rozpoznawalną, ale trudną do zdefiniowania, hawańsko-bałucką innością. Z jakąś porażającą stanowczością i prawdziwością istnienia, pomiędzy wczoraj, a tym co teraz. Przez Bałuty, w ten letni wieczór (piątek 29.07) przejeżdżała Łódzka Masa Kry...

Młynarska, Pasterska. W poszukiwaniu...

Piękno w drewnie. Młynarska. Jeden z nielicznych już, ulicznych hydrantów. Młynarska. Dom bez mieszkańców Drewniana klatka schodowa. Pasterska. Wybrałem się na dojmująco smutny spacer, uliczkami Starych Bałut. Wybrałem się sam. Czuję Jej obecność tutaj. Tych miejsc jeszcze nie pokazywałem w blogu. Pora to zrobić, także dla Di Em, jednej z ostatnich osób, które wiedzą, czym tak naprawdę są Bałuty...

Pamięci Renaty

Nie potrafię opisać bólu, cierpienia , ogromnego rozdzierającego żalu jakie zagościły w sercach wszystkich Jej bliskich, Męża, córeczki Amelki, Rodziny... A także mnie samego, przynoszącego dziś tę straszną wiadomość. Renata zginęła nagle, w wypadku drogowym 8 lipca 2011. Była kobietą o niezwykłej dobroci i sercu. Jej otwartość i szczerość w kontaktach z ludźmi były niezwykłe i niezwyczajne. A może po prostu, nie dzisiejsze. Była też osobą pełną światła, bardzo promienną, pogodną i zawsze uśmiechniętą, zawsze rozmarzoną... Miała też w sobie wiele piękna, tolerancji, artyzmu. Kochała sztukę. Kochała technikę decoupage, sama zdobiła przedmioty tą techniką. Kochała też , holenderskie rowery, które sama malowała w artystyczne motywy. Na jej prośbę, namalowałem Wiatraki Kinderdjik, miały ozdabiać jej biuro... Boże, tak się cieszyła ! W biurze zawisły obrazki z kotami, wiedziała że je kocham. " Żebyś się dobrze czuł, jak przyjdziesz..."Chciała mi je pokazać... Chciałem  napis...

Ruiny świątyni.

Gdzie zmierzyć się z samym sobą, jeśli nie na starych Bałutach ? Poszukać strzępków rozmów , zapachów, śladów, tych wszystkich osób, które były tutaj ze mną ? Wtedy wydawało się nam, że czas się zatrzymał. Jak odnaleźć siebie , poskładać w całość w nowej rzeczywistości ?  Pokazać obrazem stan ducha, degradację marzeń. Ukazać azyl, z którego nie ma wyjścia. Można tutaj sobie tylko pokrzyczeć pośród wyimaginowanych ruin - nie jestem taki jakiego mnie widzicie ! Jestem bardziej eteryczny niż Wam się wydaje !  I tak nie uwierzycie ... Cóż mogłem zrobić ? Odpowiadał mi tylko zimny, kamienny pogłos świątyni. Oparłem skroń, na antycznej kolumnie, pogodzony z nieuchronnością przemijania czasu i tego niegdyś pięknego miejsca.

Okolice Placu Kościelnego. Zatrzymane w kadrze i czasie.

Zastanawiam się, czy właśnie te fotografie, nie oddają najpełniej charakterystycznej bałuckiej aury. Przeniesienia w czasie, widoku zapomnianych, wstydliwie kryjących się sklepików, zapachu starych murów i ulic. Widoku ludzi, jak gdyby z wczoraj. Ludzi niezwyczajnie i niedzisiejszo otwartych i szczerych, mających tak wiele do opowiedzenia nieznajomej osobie. O ojcu prowadzącym sklep z galanterią od 1945, o bikiniarskich czapkach leżących jeszcze na półkach, pantoflach wykonanych ręczną solidną robotą i sentymencie do miejsca które już dawno, nie przynosi finansowych korzyści.  Trochę dalej, wystraszona pani ze sklepu z odzieżą eksponowaną na styl "wschodni", kategorycznie nie zgadza się na zdjęcie. Po chwili dowiaduję się o czeskiej ekipie, filmującej Bałuty jakiś czas temu i to miejsce. Właścicielka ma już dość bycia filmowaną, fotografowaną i dręczoną pytaniami. Po krótkiej rozmowie, w której wyjaśniam kim jestem i po co to robię,  zgadza się jednak na fotografowanie z uśm...

Łagiewnicka 7. Sklep mebli używanych czy Antykwariat ?

To miejsce na Bałutach, interesowało mnie od dawna. Było w nim coś intrygującego, tajemniczego. Zresztą, tak chyba być powinno. To w tym lokalu, w okresie przedwojennym, mieściła się piekarnia macy. Myślałem o nim tygodniami. Wiedziałem już, że chcę To sfotografować. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mi na tym zależy. Nie wiedziałem tylko, czy to się w ogóle uda. Nie wiem, na ile brzmiały przekonująco, moje wątłe argumenty dotyczące zainteresowania starymi Bałutami. W każdym razie, po dłuższej chwili namysłu, pani Jolanta, właścicielka sklepu, wyraziła zgodę na zdjęcia. Słowo - sklep, jakoś mi tutaj nie pasowało. Zbyt wiele dostrzegłem cennych, starych przedmiotów, aby nie nazwać sklepu Antykwariatem. Wyczuwałem też, już od wejścia, intymną, eteryczną  aurę, zaskakujące poczucie bezpieczeństwa i ciepła z jakimi nie zetknąłem się od bardzo dawna. Domyśliłem się dlaczego... W ilu sklepach ze "starzyzną"czy antykwariatach, można zobaczyć firanki w wystawowych oknach, mn...

Bałucka opowieść

Bałuty, mityczna dzielnica Łodzi. Mam odwagę tak właśnie napisać- mityczna. Trochę nierzeczywista, o własnym, unikalnym rytmie czasu i życia. Spędziłem tutaj wiele wspaniałych dni, chłonąc specyficzną atmosferę tego miejsca. Byłem i jestem świadkiem powolnej, niekoniecznie korzystnej i ładnej metamorfozy tej dzielnicy. Przemijania jej dawnej świetności. Przemijania ludzi, także bardzo mi bliskich... Wielu miejsc już nie ma, zostały zburzone, pozostałe straszą swoim koszmarnym rozpadem. Gdzie się dało, poupychano sklepy z czerwonym owadem w nazwie. Słynny rynek bałucki (to było miejsce z klimatem !), przeistoczono w potworny szary market.  Postanowiłem więc uchwycić, to co jeszcze pozostało z dawnych Bałut. Nie jest moim zamiarem pokazywanie tutaj, obfotografowanych do mdłości fotogenicznych ruder. Zależy mi bardziej  na przekazaniu atmosfery, klimatu starych zaułków. Przeistoczeniu tego melancholijnego foto-spaceru w impresję. To tylko część z dużego zbior...