Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ktoś na drodze

Powrót do krainy K.

Przed znakiem Stop, zastanawiam się, czy będzie jeszcze możliwość powrotu. Czy powrót w ogóle jest potrzebny ? Przychodzę tutaj ze starym aparatem. To jedno z tych miejsc, do których przychodzi się ze starym aparatem albo starym brulionem, chłonie atmosferę, a potem w domu wieczorem, pisze wiersze. Może pogłaszczę kota śpiącego na balkonie i pooglądam tylko te zdjęcia. Krainy K.

Na Bałutach, lipiec.

I znów tutaj jestem. Zapachy trochę inne , intensywniejsze niż przed rokiem. Ulica cicha, bez aut, tramwajów i przez to mniej kolorów. Nie widzę rowerów. I tego roweru. Bałuty jak zawsze poza czasem, chociaż wolę - wyjęte z czasu. Atmosfera, upał, te stroje i czasem bez strojów. Moja Hawana.

Miasto rowerów. Västerås

Yaser wyciąga w moim kierunku dłoń z metalową puszką, wyglądającą jak opakowanie pasty do butów. W środku, widzę trzy gumowate, szarozielone bryłki. You have some tobacco ? - pyta szeroko uśmiechnięty. O zwyczaju żucia tytoniu w Szwecji, słyszałem już wcześniej. O konsekwencjach żucia przez nowego adepta nałogu, również. Nie zaryzykuję, jestem w podróży służbowej. Spoczywa na mnie czujny wzrok szwedzkich opiekunów. Nie wolno mi fotografować ludzi w miejscu pracy. Nie wolno mi fotografować ich miejsca pracy. Po nie małym Vasteras poruszam się z aparatem wyłącznie sam, jakby wszyscy mieszkańcy nagle pochowali swoje własne, do szuflady. Zatrzymuję się, fotografuję nowoczesne osiedla, małe przystanie, duże mariny, ludzi i naturalnie rowery. Wzbudzam ciekawość, zdziwienie. Czasem ktoś nagle podrywa się z ławeczki z gazetą, odchodzi, kobiety przerywają miłą pogawędkę. W porcie grupa ratowników przejawia na mój widok, nagłe zainteresowanie psem, a członkowie tutejszej komuny zasłaniają ...

Pocztówka z Vasteras

O Szwecji, jej mieszkańcach, polityce zrównoważonego rozwoju, tolerancji i  mieście rowerów. Napiszę już wkrótce. Dzisiaj tylko te trzy sielankowe fotografie.

Portret ze Światłem. Wspomnienie o Renacie Glubowskiej

Renata  29.06.2011 Wyobrażałem sobie ten lipiec. Pielęgnowałem w głowie myśl o nim. Jaki będzie ? Okrągły rok oczekiwania. Niecierpliwie przyglądałem się z  balkonu wielkopłytowego bloku - drzewom, trawie, kwiatom a  niekiedy ptakom.Wszystko wokół, nagle ożyło i głośno domagało się swoich praw. Psy w trawie i na chodnikach, koty ukryte pod samochodami, ptaki w powietrzu, kolory i zapachy lipca. Na ścieżce prowadzącej do parku, znów pojawiły się rowery i pojawili się też ludzie. Właśnie w tej kolejności. Ta kolejność była dla Renaty, jakoś ogromnie ważna. - A co zobaczyłeś najpierw ? Rower czy mnie ? Obserwuję te rowery jakbym chciał zobaczyć ten jeden. Ten pomalowany Jej ręką, stary miejski holender. Naturalnie wiem, jak daremne są to usiłowania. Zobaczyć ten rower i poznać osobę tak cudownie opierającą się rzeczywistości, hałaśliwemu tu i teraz, osobę wręcz eteryczną - to prawdziwy dar. Na całe życie. Paradoksalnie wiedziałem o tym od pierwszych chwil, kiedy po...

Rioja. Marques de Riscal Proximo. Łagodna historia gładkiego wina.

Myśląc o Italii, przeważnie wyobrażam sobie butelkę chianti. Może kiedyś, będzie to akurat butelka Barolo, bądź Barbaresco... Duże litery pojawiły się tutaj nie przypadkowo. Z Francją zbyt wiele jest skojarzeń i zbyt zawiłych enologicznie . Niemcy - gewurtztraminer, nie znoszę tego zapachu. Hiszpania - jedno słowo - rioja. Przygotowywałem się od dawna do napisania tego tekstu. Składałem sobie poszczególne wątki w nieuporządkowaną całość, przeglądałem opisy regionu Rioja , zdjęcia bodegi i hotelu zaprojektowanego przez Franka Gehryego. Zaczytywałem się w recenzjach, wnioskach i opiniach największych nosów winiarstwa. To jednak zupełnie niepotrzebny bagaż dla mnie i dla czytelnika tych słów. Tak łatwo przecież, można te wszystkie informacje znaleźć w internecie. Powiem więcej- można odbyć wirtualną wędrówkę po XIX wiecznych, kamiennych  piwnicach Marques de Riscal, podziwiając w widoku 360 stopni, półki z setkami szacownie zakurzonych butelek. Właściciele bodegi nazywają ...