Przejdź do głównej zawartości

Posty

Znów w ogrodzie Edgara

Byłem tutaj dwa lata temu. Szczęśliwy. Kombinowaliśmy wtedy z Edgarem nad kompozycją. Ukazaniem piękna Ogrodu, detali, planów trochę malarskich. Ale tym razem spotkaliśmy się tutaj w szerszym gronie przyjaciół. Nie chcę pokazywać tych wszystkich sytuacji typowych dla letnich miejsc spotkań. Tego całego biesiadowa. Ile już widzieliśmy podobnych fotografii ? Podobało mi się światło tego dnia. Ciepłe. Raz żółcienie, a potem biel i oranże pod wieczór. Popatrzyłem na Edgara. Oparty o ścianę pod baldachimem winobluszczu pięcioklapowego, przypominał pieśniarza Fado z Coimbry. Słońce przeświecało  cętkami, wielokątami plamek  tańcząc nam na nosach. Pomyślałem o zdjęciu z kilkoma planami, przestrzenią. Może takim, które to portugalskie Fado pomogłoby wywołać z wyobraźni. Które oddałoby trochę nastroju, temperatury tamtego dnia i spotkania po długim czasie.

Zdarzyło się w kwietniu. Clos Montblanc Syrah

Popatruję przez okno, na tę żałosną pogodę majową. Chłód. Deszcz. Może to maj, może sierpień. Wspominam tamten kwietniowy wieczór z Agnieszką i Marcinem. Próbowałem sobie po przerwie w pisaniu tutaj, określić ogólny zarys tego tekstu. Jak pisać o winie, kiedy znów tyle wydarzyło się obok. Chłód. Początek kwietnia. Spotkaliśmy się z Agnieszką po tak długim okresie niewidzenia, że boję się sam przed sobą myśleć o tym , jak długim. Wino urosło tego dnia, do rangi pomnikowego symbolu. Wino jako wspólny mianownik tego spotkania. Wino na powitanie. Wino na pożegnanie. Czekało niespokojnie na nas w ceglanym bloku z lat 50-tych. Kawalerka, ulica Harcerska. Siedzimy w kuchni, trochę żółtawi od światła lampy. Przyglądam się butelce. Ciemna, nieprzenikniona i jeszcze nieodkryta zawartość. Obiecujący napis premium na etykiecie. Wino pochodzi z prowincji Terragona w Katalonii. Marcin niewiele o nim wie, albo czeka na to, co powiem. Ale tego dnia, nie wino przecież było dla mnie n...

Valpolicella Zenato. Wino pod strzechą

Miałem napisać dzisiaj o zapachu. Jakie ma dla mnie znaczenie, w odbiorze wina. Ale nie daje mi spokoju myśl o pewnej idei. Chodzi o sprowadzanie wina pod strzechy. O   pisanie, o winie w niższych rejestrach, odbrązowienie go, zdjęcie przyprawionej gęby przez pokolenia pijącej klasy wyższej, trunku dla elit. Pierwszy był Michał. Pełno światełek na mieście. Zadymka jak jasna cholera, wysiadłem z tramwaju, w którym usłyszałem dyskusję, o nie istnieniu gdzieś, na czymś, w czymś. W internecie. Fejsbuku. Word podkreśla mi słowo - „internecie". Dla Worda nie ma internetu. Całego. Idę zatem Kościuszki, boleśnie świadom własnego niebytu . Prawie na oślep przeciskam się w przedświątecznym korowodzie postaci i marznę. Marznę bo to chyba śnieg i niepogoda. Może deszcz, a na pewno zima i święta. Bez wina przecież nie można. No   nie da się zwyczajnie. Skręcam do Michała, a tutaj cichutko, przytulnie i ciepło bije po spieczonej mrozem i niebytem gębie od samiuteńkie...

Portret "Jot"

Jeszcze nie pełny, nie ukazujący tego, co J. skrywa gdzieś głęboko wewnątrz. Wszystkich tych pokładów energii i witalności, które dostrzegam prawie każdego dnia. Długo musiałem czekać na to spotkanie i tą jedną fotografię, którą wybrałem. Cieszy mnie myśl, że to dopiero początek, wspólnych fotograficznych wędrówek. Tak się złożyło, że portret ten umieszczam w Wigilię.  Zatem, Wesołych Świąt dla Wszystkich !

Promień

Orange box. Autumn

Tkanina Agnieszki

Wiedziałem już od jakiegoś czasu , że Agnieszka maluje, fotografuje, czasem pisze wiersze. Te norweskie tkaniny, chyba troszeczkę ukrywała do tej pory. Byłem na wernisażu w piątek w Cafe Wolność i zobaczyłem tam te materiały, naznaczone symbolami. Niekiedy to figuralia, a zdaje się, że jakieś kształty, ledwie zarysy runów bywają widoczne tutaj. Długie wstęgi płótna przypominające proporce wikińskich kog, dobijających do brzegów, może Brytanii . Czy są to Normanowie w jakimś czasie minionym, znaki Asgardu niosący przed sobą ? Agnieszka ucierała, mieszała ze sobą różnorodne pigmenty według tradycyjnych receptur norweskich. Pigmenty i spoiwa drukarskie. Coś z tej norweskości pozostało w tych barwach. Tak wiele tutaj ugrów, umbr i żółcieni. Musiałem sobie dużą część z tych kolorów wyobrażać w tym miejscu. Rozmyślać o ich świetlistości, emanacji energią. Był wieczór, barwy zgaszone, oddalone, wolałbym zobaczyć Tkaniny w Kredensie. Ale nie było to chyba możliwe. Agnieszka posiada...