Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pamięci Renaty

Nie potrafię opisać bólu, cierpienia , ogromnego rozdzierającego żalu jakie zagościły w sercach wszystkich Jej bliskich, Męża, córeczki Amelki, Rodziny... A także mnie samego, przynoszącego dziś tę straszną wiadomość. Renata zginęła nagle, w wypadku drogowym 8 lipca 2011. Była kobietą o niezwykłej dobroci i sercu. Jej otwartość i szczerość w kontaktach z ludźmi były niezwykłe i niezwyczajne. A może po prostu, nie dzisiejsze. Była też osobą pełną światła, bardzo promienną, pogodną i zawsze uśmiechniętą, zawsze rozmarzoną... Miała też w sobie wiele piękna, tolerancji, artyzmu. Kochała sztukę. Kochała technikę decoupage, sama zdobiła przedmioty tą techniką. Kochała też , holenderskie rowery, które sama malowała w artystyczne motywy. Na jej prośbę, namalowałem Wiatraki Kinderdjik, miały ozdabiać jej biuro... Boże, tak się cieszyła ! W biurze zawisły obrazki z kotami, wiedziała że je kocham. " Żebyś się dobrze czuł, jak przyjdziesz..."Chciała mi je pokazać... Chciałem  napis...

W Ogrodzie Edgara

Pochmurne dni zwątpienia minęły. Przypomniałem sobie o niezwykłym miejscu, w którym od lat w trudnych chwilach , znajduje ukojenie każdy, kto tutaj się znalazł . Przebyłem długą drogę, aby odwiedzić Ogród niezwykłego człowieka. Prawdziwego artysty w sztuce pielęgnacji ogrodów - Edgara. Urzekająca naturalnym pięknem, zielona wyspa, ukryta na obrzeżach miasta. Zapewniam Was, że nie jest  łatwo, ją  odnaleźć. Kiedy już tutaj dotarłem, okazało się, że samo dostrzeżenie furtki, w gigantycznej ścianie żywopłotu, jest nie małym wyzwaniem. Ogród sprawia wręcz przytłaczające wrażenie . Fantastyczne ściany zieleni, urocze alejki, pośród morza kwiatów, a nawet moje ukochane krzewy winorośli. Wszystko to tworzy niesamowitą, naturalną kompozycję. Kompozycję, która przywodzi na myśl, obrazy impresjonistów.  Może nawet najbardziej, samego Moneta... Poczułem się tutaj prawdziwie wolny i szczęśliwy, otoczony eterycznymi zapachami kwiatów, poetycznym widokiem starego do...

Ruiny świątyni.

Gdzie zmierzyć się z samym sobą, jeśli nie na starych Bałutach ? Poszukać strzępków rozmów , zapachów, śladów, tych wszystkich osób, które były tutaj ze mną ? Wtedy wydawało się nam, że czas się zatrzymał. Jak odnaleźć siebie , poskładać w całość w nowej rzeczywistości ?  Pokazać obrazem stan ducha, degradację marzeń. Ukazać azyl, z którego nie ma wyjścia. Można tutaj sobie tylko pokrzyczeć pośród wyimaginowanych ruin - nie jestem taki jakiego mnie widzicie ! Jestem bardziej eteryczny niż Wam się wydaje !  I tak nie uwierzycie ... Cóż mogłem zrobić ? Odpowiadał mi tylko zimny, kamienny pogłos świątyni. Oparłem skroń, na antycznej kolumnie, pogodzony z nieuchronnością przemijania czasu i tego niegdyś pięknego miejsca.

Wiatraki Kinderdjik

Niektórzy z moich znajomych, mówią - mam depresję, wyjeżdżam na urlop. Szczęściarze... Autor małych formatów, niestety nie może tego zrobić. Urlopu nie będzie. Autor małych formatów, podobnie jak wiele osób, od lat z nim pracujących, został wylany z pracy. Z dnia, na dzień... Co zrobić ? Zaprzestać działalności w blogu ? Na pewno nie, ale nie spodziewajcie się, zbyt częstych wpisów z mojej strony. Może dzięki temu, te które będą, staną się bardziej wartościowe od wcześniejszych ? W takich chwilach, cieszę się, że są osoby na których mentalne wsparcie, mogę liczyć. Wiem, że nie mogę poddać się złemu nastrojowi. Dlatego postanowiłem dzisiaj, usiąść do malowania, a muszę się przyznać, że nie malowałem niczego , już od dawna. Maluję  dla siebie samego, dla uspokojenia duszy. Maluję też dla kogoś, kto bardzo lubi Holandię z jej rowerami i wiatrakami. Mam nadzieję, że ta naiwna twórczość zostanie mi wybaczona. Ale najważniejsze, jest chyba to, że właśnie maluję. Witaj Holandio i żeg...

Okolice Placu Kościelnego. Zatrzymane w kadrze i czasie.

Zastanawiam się, czy właśnie te fotografie, nie oddają najpełniej charakterystycznej bałuckiej aury. Przeniesienia w czasie, widoku zapomnianych, wstydliwie kryjących się sklepików, zapachu starych murów i ulic. Widoku ludzi, jak gdyby z wczoraj. Ludzi niezwyczajnie i niedzisiejszo otwartych i szczerych, mających tak wiele do opowiedzenia nieznajomej osobie. O ojcu prowadzącym sklep z galanterią od 1945, o bikiniarskich czapkach leżących jeszcze na półkach, pantoflach wykonanych ręczną solidną robotą i sentymencie do miejsca które już dawno, nie przynosi finansowych korzyści.  Trochę dalej, wystraszona pani ze sklepu z odzieżą eksponowaną na styl "wschodni", kategorycznie nie zgadza się na zdjęcie. Po chwili dowiaduję się o czeskiej ekipie, filmującej Bałuty jakiś czas temu i to miejsce. Właścicielka ma już dość bycia filmowaną, fotografowaną i dręczoną pytaniami. Po krótkiej rozmowie, w której wyjaśniam kim jestem i po co to robię,  zgadza się jednak na fotografowanie z uśm...

Montepulciano d'Abruzzo. Duma Abruzji

  Nareszcie mogę napisać, coś o winie. Pora jest idealna. Jak wino, to naturalnie poniedziałek (już po pracy), smakuje w ten dzień najlepiej. Wieczór - można się skupić na winie i rozprawianiu o nim. Dzisiaj opowiem o winie, do tej pory trochę niedocenianym i mało popularnym czyli Montepulciano d'Abruzzo. Wino które jeszcze nie tak dawno, ledwie lat temu kilkanaście, winiarnie Toskanii, mieszały ze swoimi trunkami, aby te zyskały na barwie, urzekającym aromacie i garbnikowości. Oczywiście sprzedawane były później, jako wina prawdziwie toskańskie, choćby Chianti. Winiarnie Abruzji, także na tym zyskiwały, ale według włoskiego trybunału i policji, cała procedura była nielegalna i godna potępienia. Dzisiaj producenci win z Abruzji, wreszcie poczuli w sobie ducha niezależności i dumę z regionalnych winiarskich tradycji- co nie oznacza jeszcze końca nielegalnej wymiany . Dzięki ich poświęceniu , cierpliwości, wielkiemu wysiłkowi, a także dumie, świat wina ma okazję przekonać się o w...

Łagiewnicka 7. Sklep mebli używanych czy Antykwariat ?

To miejsce na Bałutach, interesowało mnie od dawna. Było w nim coś intrygującego, tajemniczego. Zresztą, tak chyba być powinno. To w tym lokalu, w okresie przedwojennym, mieściła się piekarnia macy. Myślałem o nim tygodniami. Wiedziałem już, że chcę To sfotografować. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mi na tym zależy. Nie wiedziałem tylko, czy to się w ogóle uda. Nie wiem, na ile brzmiały przekonująco, moje wątłe argumenty dotyczące zainteresowania starymi Bałutami. W każdym razie, po dłuższej chwili namysłu, pani Jolanta, właścicielka sklepu, wyraziła zgodę na zdjęcia. Słowo - sklep, jakoś mi tutaj nie pasowało. Zbyt wiele dostrzegłem cennych, starych przedmiotów, aby nie nazwać sklepu Antykwariatem. Wyczuwałem też, już od wejścia, intymną, eteryczną  aurę, zaskakujące poczucie bezpieczeństwa i ciepła z jakimi nie zetknąłem się od bardzo dawna. Domyśliłem się dlaczego... W ilu sklepach ze "starzyzną"czy antykwariatach, można zobaczyć firanki w wystawowych oknach, mn...